Dlaczego kontrola wpływa na nasze dobre samopoczucie?

  • Kwiecień 10, 2019
Książki o marektingu

Wiele osób  marzy o tym, by nic nie robić. Najlepiej być bogatym i odpoczywać na jakiejś wyspie 365 dni w roku. Ale czy to na pewno sprawdziłoby się na dłuższą metę? Czy życie bez sprawczości i zadań sprawia, że jesteśmy szczęśliwi?

Czego możemy się nauczyć, podlewając regularnie kwiaty?

W pewnym domu opieki w Connecticut przeprowadzono eksperyment, który miał na celu sprawdzenie, czy posiadanie kontroli jest tożsame ze szczęściem i zdrowiem. W owym domu spokojnej starości pensjonariusze zajmowali cztery piętra, więc łatwo można było na takiej ograniczonej przestrzeni przeprowadzić badanie.

Do badania wybrano dwa konkretne piętra, jedno było piętrem “sprawczości”, a drugie piętrem “bez sprawczości”.  W przypadku tego pierwszego mieszkańcom powiedziano, że od tego momentu będą sami organizować sobie czas oraz wszelkie aktywności. Dodatkowo każda osoba dostała pod opiekę kwiatek, za który miała wziąć pełną odpowiedzialność.

Grupa mieszkająca na piętrze “bez sprawczości” otrzymała informację, że będzie się nimi opiekować personel domu opieki oraz będzie im również organizować wszelkie zajęcia. Ta grupa otrzymała również kwiatki, jednak z informacją, że to personel będzie roślinami się zajmował.

Podział jest dość oczywisty, grupa “sprawczości” otrzymała kontrolę nad czasem i jego organizacją, a także pełną odpowiedzialność za roślinę, a grupa “bez sprawczości” została jedynie poinformowana o tym, że wszystkim zajmie się personel.

Druga sytuacja może zdawać się wymarzona dla osób, o których wspominałam we wstępie. Jest to poniekąd ziszczenie marzenia o nicnierobieniu.

Pierwsze wyniki badania były widoczne już po trzech tygodniach. I co ciekawe, to właśnie osoby, którym oddano kontrolę były bardziej szczęśliwe, a co więcej czuły się fizycznie lepiej. Osoby “bez sprawczości” wprost przeciwnie. Badacze powrócili do tego domu spokojnej starości po kolejnych 18 miesiącach i okazało się, że kontrola nie dość, że uczyniła ludzi szczęśliwszymi, to jeszcze polepszyła im zdrowie!

Taki prosty zabieg sprawił, że pensjonariusze, mimo swojego wieku i z niego wynikających zdrowotnych, nadal potrzebowali sprawczości. To właśnie kontrola, nawet nad tak z pozoru błahymi sprawami, jak kwiatek, dawała im poczucie satysfakcji.

Jest to istotna lekcja, którą można przenieść praktycznie na każdą dziedzinę życia. Zwłaszcza, że ludzie z zasady lubią czuć się potrzebni oraz lubią mieć kontrolę nad swoim życiem. Kiedy są wyręczani we wszystkich czynnościach popadają w apatię i biernie spędzają czas. To właśnie zwiększenie percepcji kontroli jest bardzo prostym sposobem  na poprawę jakości życia, zarówno zawodowego, jak i osobistego.

Badanie w domu spokojnej starości, źródło: Judith Rodin, Ellen J. Langer, Long-Term Effects of a Control-Relevant Intervention with the Institutionalized Aged, “Journal of Personality and Social Psychology”

Jak zwiększyć poczcie sprawczości?

Kiedy chcemy ludzi zaktywizować często popadamy w wydawanie rozkazów. A to często prowadzi do skutku odwrotnego – ludzie czują się niespokojnie i wzrasta ich poziom demotywacji. Aby pobudzić u nich poczucie sprawczości zawsze warto dać im wybór (w przypadku pensjonariuszy był to wybór sposobu spędzania czasu). Taki prosty zabieg zwiększa znakomicie efekt i sprawia, że ludzie są po prostu bardziej szczęśliwi.  Co więcej, samo poczucie sprawczości warto czasem wzmocnić przypomnieniem o posiadaniu kontroli. Wtedy wszelkie decyzje oraz ich efekty nabierają bardziej rzeczywistych kształtów i umacniają w poczuciu potrzebnym i użytecznym.

Nikt przecież nie lubi, kiedy ktoś inny podejmuje decyzje za nas. Kontrola otoczenia i swojego życia daje przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. A kiedy tego brakuje, stajemy się niepewni i bardziej zestresowani. Wręcz istnieje przekonanie, że ludzie o większym poczuciu kontroli po prostu żyją dłużej.

Dlatego sprawczość warto pielęgnować i pobudzać ją w ludziach zarówno w pracy, jak i w prywatnym, rodzinnym życiu.

Biologiczna kontrola

Na dodatek zostaliśmy tak zaprogramowani, że po prosty dążymy do czynnika sprawczego, który przeradza się w kontrolę. A kiedy tę kontrolę już mamy, to mózg nagradza nas uczuciem satysfakcji i zadowolenia. A gdy dzieje się na odwrót – odczuwamy niepokój i stres.

To właśnie kontrola swojego życia i otoczenia wpływa na nasz rozwój i go stymuluje. Oczywiście mówię tutaj o kontroli w zdrowym wydaniu, ponieważ kompulsywne kontrolowanie wszystkiego podlega już pod konkretne jednostki chorobowe.

Dlaczego oddawanie kontroli jest trudne?

Oczywistością jest, że z biegiem rozwoju życia zawodowego czy prywatnego pojawia się wiele spraw, które trzeba kontrolować jednocześnie. Wtedy może dojść do przeciążenia i człowiek zwyczajnie nie ma siły, by wszystko utrzymać we właściwych torach. Wtedy zaczynamy myśleć o przekazaniu kontroli nad daną rzeczą jakiemuś specjaliście czy zaufanej osobie.

Badanie The Intrinsic Value of Control: The Propensity to Under-delegate in the Face of Potential Gains and Losses, którego autorami są Sebastian Bobadilla-Suarez, Cass R. Sunstein i Tali Sharot ma na celu sprawdzenie tego, czy psychiczne koszty utraty kontroli nad danym zagadnieniem mogą skłaniać ludzi do straty np. pieniędzy.

W tym celu badacze zaprosili chętne osoby do gry w “wybór kształtu”. Gra ta ma dość proste założenie, trzeba w jej trakcie wybierać między dwoma kształtami, gdzie to tylko jeden mógł dla uczestnika “zarobić” pieniądze. Każda kolejna próba, to dwa nowe kształty. Ważne jest, że bez wiedzy użytkowników, gra była ustawiona tak, że prawdopodobieństwo wyboru “zarabiającego” kształtu wynosiło 50%.

Najpierw badacze pozwolili uczestnikom się nieco rozgrzać i rozeznać się w grze. Następnie poproszono ich, by oszacowali to, jak dobrze poradzili sobie z zadaniem wyboru kształtów. I tutaj, co ważne, większość wyraźnie przeceniła swoje umiejętności.

Kolejnym krokiem badaczy było umożliwienie graczom zatrudnienia eksperta od wyboru kształtów. Każdy z podstawionych ekspertów miał celowo narzucone umiejętności, niektórzy wybierali “zarabiające” kształty z dokładnością do 90%, inni do 10%. Zostało to tak zaprojektowane, by uczestnicy mogli łatwo oszacować umiejętności eksperta i też to, ile dzięki niemu “zarobią”.

Co się okazało? Uczestnicy gry tak cenili swoje możliwości, że zatrudniali ekspertów dużo rzadziej niż nakazywałaby biznesowa logika. Osoby biorące udział w badaniu pozwalały wybierać kształty ekspertom tylko przez jedną trzecią czasu.  Wybierali samodzielne i w dodatku tracili na tym!

Moja decyzja jest bardziej “mojsza”

Najbardziej ciekawą rzeczą jest fakt, że uczestnicy byli tego w pełni świadomi. Zatem w tym wypadku korzyści psychologiczne wygrywały z materialnymi. Przecież to jest tak przewrotne, że aż ciężko w to uwierzyć.

Ale czy rzeczywiście jest to takie nierealne? Jak się człowiek rozejrzy wokół, to przecież znamy mnóstwo osób (zwłaszcza w sferze zawodowej), gdzie ktoś nie chce zrezygnować z podejmowania decyzji, nawet jeśli nie robi tego dobrze.

Dlatego warto zawsze sprawdzać efektywność naszej sprawczości. Bywają przecież obszary, gdzie lepiej podejmowanie decyzji oddać doświadczonym specjalistom. Zwłaszcza, że badania dowodzą, że nadmierna pewność siebie w podejmowaniu decyzji sprawić może, że zadecydujemy gorzej.

Dwa przytoczone przeze mnie badana mogą z pozoru wydawać się sprzeczne. Ja jednak uważam, że pokazują, jak często jesteśmy bezradni wobec naszej własnej biologii mózgu oraz kiedy ta sama biologia sprawia, że czujemy się lepiej i zdrowiej.

Sprawczość, kontrola i konsultacje

Poczucie sprawczości, kontrola i podejmowanie decyzji sprawia, że czujemy się dobrze, jesteśmy zakorzenieni w rzeczywistości i mamy ją na oku. To z kolei prowadzi do poczucia bezpieczeństwa i ogólnego zadowolenia z siebie. Jednak niesie za sobą też zagrożenie, że pewność decyzji  może być zafałszowana przez nasze nadmierne poczucie sprawczości właśnie. Trzeba być czujnym, zadania, w których czujemy się specjalistami warto konsultować. Każdy inny punkt widzenia jest lepszy od tego, który kończy i zaczyna się na naszym własnym. No i rzeczowa konfrontacja to rozwój. A rozwój to powód do satysfakcji. I o to przecież chodzi.

Przytoczone przeze mnie badania pochodzą z książki “Nasz wpływowy i uległy umysł” autorstwa dr Talii Sharot.

Brak komentarzy

Skomentuj