Copywriting w e-commerce, czyli jak napisać o tym samym na 30 sposobów i nie zwariować

  • Maj 14, 2019

Jako, że copywriting dla e-commerce uprawiam od 6 lat i coś tam wiem, postanowiłam przybliżyć temat od kulis. W swojej karierze opisałam  już parę ładnych tysięcy produktów i wiem, że czasem człowiek jest bliski obłędu.

Każdy copywriter pracujący dla sklepów internetowych bankowo zderzył się z problemem opisywania produktów, które są takie same, ale różnią się np. kolorem, rozmiarem lub pojemnością. Jeśli takich produktów masz trzy, to wszystko gra, ale jeśli masz trzynaście, to już zaczyna się robić trochę słabo. Przy trzydziestu jest już blisko krawędzi. A jeśli na dodatek wiesz o tym dzień wcześniej, to Twój poranek wygląda tak:

 

Jak opisać taki sam produkt na 30 sposobów?

Jest to oczywiście trudne i już przy piątym masz ochotę wyrzucić komputer, a później go spalić. Jednak trzeba temu podołać, bo nie ma innego wyjścia. Oczywiście z pomocą przychodzi stara przyjaciółka parafraza, bo przecież wiadome jest, że nikt nie da rady stworzyć opisu jednego produktu na 30 całkiem unikalnych sposobów. Ja mam swoją metodę, która co prawda nie odkrywa Ameryki, ale jest w miarę skuteczna. Tworzę sobie pierwszy opis, który później będę parafrazowała. Zazwyczaj ma on kilka małych akapitów. Akapity buduję tak, by można je było przesuwać bez obawy o urwanie logiki całości. Wtedy zawsze jest to poczucie, że nie zaczyna się czytać od tego samego zdania. Opisy dzielę na dziesiątki, gdzie parafrazuję i mieszam akapity. W każdym opisie staram się umieścić chociaż kilka “nowych” zdań, które nie są parafrazą.  Lubie zagajenia dotyczące problemu, gdzie stawiam się w świetle specjalisty, który ma na niego rozwiązanie. W pisaniu ważne jest to by nie poddawać się tylko algorytmom, ale pamiętać także o odbiorcach.

Parafraza (nie) jedyną nadzieją

Parafraza jest ekstra i warto ją stosować w codziennej pracy. Głównie po to, żeby nie oszaleć. Ponadto świetnie przydaje się również internetowy słownik synonimów. Jak już nie masz pomysłu czym zastąpić słowo “dobry”, wpisujesz sobie i pyk:

ksiazki o marketinguTyle słów do zamiany! Ja czasem jak coś sprawdzę, to aż dostaje całkiem nowe flow i udaje mi się szybciej skończyć to, co mi się wydawało najgorszym pisaniem świata. Na pewno z tego zestawienia wybrałabym słowa: zacny, wartościowy i niezgorszy. Można wokół nich zbudować całkiem fajną komunikację. Ja w ogóle lubię korzystać z takich narzędzi, ponieważ nikt nie ma takiej weny, aby po raz któryś z kolei mieć świeże pióro nad tym samym opisem. A jeśli jest taka osoba, to chętnie poznam.

Pamiętajcie też o czymś takim, jak materiały od producentów (jeśli nimi oczywiście nie jesteście). Nie polecam kopiowania, bo to robi cały Internet. Trzeba przyznać, że wielu producentów przykłada się coraz bardziej i materiały te wyglądają doskonale. Mam nadzieję, że czasy, gdy z dwóch zdań trzeba było uszyć  2000 znaków już minęły. A rzucenie okiem na taki konspekt przynosi czasem nową wenę, która skutkuje kolejnymi opisami i zmniejszeniem chwilowej męki.

Jak rozkładać pracę?

Tutaj machnę ulubioną odpowiedź wszystkich ludzi w branży: to zależy. Ja wolę zrobić to od razu i nie cierpieć przez cały dzień. Chyba, że jest tego tak dużo, to warto content rozłożyć na kilka dni. Na mnie świetnie psychicznie działa wykreślanie. Najpierw robię  listę, a później wielkim markerem sobie radośnie wykreślam. Oczywiście żart z tym markerem, robię to jak cywilizowany człowiek – ołówkiem z brylantem. Ogólnie copywriting jest ciężki i plotka głosi, że nawet Janek Kochanowski w rzeczywistości nie doświadczył furor poeticus (łac. szał poetycki), a męczył treny długi czas. Całodniowe ślęczenie nad edytorami tekstu wykańcza człowieka i w już w którejś godzinie pracy zabija kreatywność. Jest to fakt i nie da się z tym dyskutować.

Jednak każda praca w małych partiach daje więcej pozytywnego myślenia. Kiedy wystawiam markę, która ma trzysta produktów, to myślę raczej o pierwszych dwudziestu, niż tej całej puli.  Małymi krokami udaje mi się dotrzeć do końca i unikam tego początkowego przerażenia ilością.

Reasumując, dziel pracę. Inaczej oszalejesz.

Dodatkowo polecam co jakiś czas spojrzeć za okno. Ja to nazywam kalibrowaniem wzroku. Wybierasz sobie najdalszy punkt i go sobie wyostrzasz. W ten sposób oczy odpoczywają. W ogóle każda osoba pracująca przy komputerze powinna o tym pamiętać, jak i również o regularnych wizytach u okulisty.

ksiazki o marketingu

Dlaczego lepiej pisać dla e-commerce?

Copywriting daje wiele możliwości. Jednak jeśli mam wybierać, to wolę pisać przez lata na jeden temat, niż ciągle na nowy. Zwłaszcza jeśli trafi się taki, który kompletnie mnie nie interesuje. Wtedy już całkowicie można pożegnać się weną. Natomiast e-commerce daje ten komfort, że branża się nie zmienia, więc już po kilku miesiącach  na pewne tematy można pisać z zamkniętymi oczami.

Oczywiście niektórzy powiedzą, że pracując dla wielu zleceniodawców unika się powtarzania tematów. Jednak ja wolę pisać do znudzenia o włosach, ponieważ już się na nich znam, niż o kosiarkach, betonie czy narzędziach dentystycznych. Przywiązanie do jednego sklepu daje też oczytanie, które później skutkuje tym, że z łatwością znajdujemy źródła oraz umiemy je weryfikować. Dzięki temu także margines ewentualnych błędów się zmniejsza. Zwłaszcza, że pojęcie podwójnej korekty w Internecie, gdzie liczy się szybkość informacji, nie ma racji bytu.

Na koniec powiem, że mimo moich narzekań copywriting jest fajny. No i jeszcze nie oszalałam.

Brak komentarzy

Skomentuj