A czy Ty jesteś jednorożcem?

  • Czerwiec 23, 2019
ksiazkiomarketingu

Nie było mnie aż miesiąc i wszystkie moje statystyki mi pospadały. Jednak nie jest to dla mnie najważniejsze, ponieważ dzięki książkom w ostatnim czasie robię wiele ciekawych rzeczy, które pojawiły się tylko dlatego, że po prostu dużo czytam. I to jest wspaniałe!

Dzisiaj wrócę do książki, którą czytałam już dość dawno, ale uważam, że jest warta uwagi. Jest to “Stwórz jednorożca” Grzegorza Kubery. Książka jest przyjazna i napisana prostym językiem, więc śmiało można ją tratować jako zbiór najważniejszych zagadnień, które warto znać.  Chociaż podtytuł książki brzmi “Od idei po startup wart miliony”, to ja w niej widzę również dużo inspiracji dla istniejących już firm. Oczywiście dla wielu mogą to być nudne podstawy, ale ja zawsze twierdzę, że to ciągłe powracanie do podstaw niesie najwięcej mądrości.

Poniżej luźny zbiór zagadnień, które warto sobie przemyśleć. Nie są trudne, wracają do fundamentalnych założeń. Czyli to, co pomijamy, bo obracamy się w skomplikowanym świecie biznesu. A ja akurat prostotę cenię sobie najbardziej.

Ciągłe dopracowywanie zamiast natychmiastowej perfekcji

Niby prosta sprawa, ale jednak nie do końca. Wiele biznesów nie startuje dlatego, że osoba za nie odpowiedzialna ciągle szlifuje swój pomysł, chcąc doprowadzić go do perfekcji. Oczywiście mam na myśli branżę internetową. Obecnie lepiej pokazać się z produktem czy usługą niedoskonałą i ciągle ulepszaną, niż z czekać aż pierwsza zrobi to konkurencja. W ogóle możliwość ciągłego poprawia swojego produktu, strony, usługi w internecie jest jego niewątpliwą zaletą.  W dodatku, kiedy obserwujesz swoich użytkowników i klientów na żywym organizmie od razu wiesz co poprawiać. A kiedy tego nie pokażesz, to możesz bazować jedynie na domniemaniach.

Szukaj pomysłów wszędzie

To moja ulubiona maksyma obecna w tej książce. Tak naprawdę inspiracje są na każdym kroku. Należy tylko po sięgać i ciągle zachowywać otwarty umysł. Jednakże to wiąże się również z prawdziwym zaangażowaniem w swoją pracę. Jeśli nie lubisz tego co robisz i codziennie Ci się po prostu nie chce, to nie znajdziesz żadnego pomysłu. Możliwe, że po prostu czas na zmianę pracy albo swojego podejścia.

Dziel się pomysłami

No i tu wjeżdża na białym koniu coś, co nie jest zbyt popularne w naszym kraju. “Po co mam się dzielić pomysłem, skoro ktoś mi go ukradnie i przypisze sobie zasługi?” – już słyszę ten właśnie argument. Oczywiście może zdarzyć się i tak. Ale wcale nie musi. Ja podzieliłam się swoim pomysłem w dużej grupie biznesowej i nikt go nie powielił. Wywiązała się twórcza dyskusja, którą przeanalizowałam i mój pomysł zmienił swoje pierwotne założenia. Na lepsze.
Tam, gdzie jest rozmowa i wymiana poglądów, ludzie podsuwają kolejne pomysły, pojawiają się nowe możliwości, a nawet niespodziewane innowacje. Autor zachęca nawet do budowania na czyimś pomyśle i podsuwa powiedzenie, że “amatorzy pożyczają, profesjonaliści kradną”.

Benchmarking jako podstawa sukcesu?

Benchmarking, czyli wzorowanie się na innych, którym coś się udało. W sumie zagadnienie to dotyczy każdej dziedziny. W internecie wyznacza się dany benchmark i po prostu tworzy lepsze rozwiązanie. Działającym na takiej kanwie startupem był Slack, który został założony w sierpniu 2013 roku. Slack pomaga w komunikacji wewnątrz firmy. Początkowo jego autorzy zakładali, że będzie to narzędzie dla małych grup, bliskich współpracowników. Jednak pierwsze znajome firmy, które zgodziły się go przetestować zmieniły ten punkt widzenia. Slack odniósł największe zainteresowanie najpierw wśród programistów, a później używały go całe firmy. Twórcy postawili na mocny feedback od ludzi i ulepszali go tak, jak chcieli tego użytkownicy. Slack wyparł mail z komunikacji wewnątrz firmowy i zmniejszył problem z przesyłaniem plików. Mało kto wie, że to, co trafiło na rynek w 2013 roku było wersją beta. Ale twórcy jej tak nie nazywali, bo beta kojarzy się z niedopracowaniem i błędami. Sukces Slacka polegał na teście i prawdziwym odbiorze użytkowników. Wracamy zatem do początkowego punktu. Ciągłe dopracowywanie, a nie natychmiastowa perfekcja.

Tak naprawdę tworzenie tekstów polega na tym samym. Działając w branży fryzjerskiej odnoszę wrażenie, że większość zostało już napisane. Jednak użytkownicy czytają u nas. Dlaczego? Bo napisałam to lepiej niż inni. I nie odkrywam w każdym tekście Ameryki, bo jej tam nie ma. Po prostu informacje są skrojone na miarę potrzeb użytkowania. Co więcej, raz napisany i opublikowany tekst nie idzie w zapomnienie. Co jakiś czas do niego wracam i go aktualizuję. Zmieniam, dodaje słowa kluczowe i nowe akapity. Tekst żyje razem z potrzebami użytkowników. Nigdy nie jest doskonały, bo ciągle go udoskonalam.

Stawiaj na wyobraźnię, ale podpieraj ją danymi

W Google panuje zasada “20%”. Przez 20% czasu pracownicy mogą pracować nad czym chcą. Wychodzi na to, że jeden dzień w tygodniu robią to, na co mają ochotę. I jak się okazuje, największy odsetek ciekawych pomysłów pojawia się właśnie w tym czasie. Wolność wyboru uwalnia umysł.
Jednak wyobraźnia to za mało. Gigant internetowy stoi przecież na nogach zbudowanych z danych. I tym tropem należy podążać. Wyobraźnia połączona z danymi daje lepsze decyzje. A lepsze decyzje dają większe pieniądze. Dane dają moc i mogą weryfikować czy konkretne przeczucie jest trafne. Mogą też szybko napełnić balonik wyobraźni i dać nieoczekiwane dotąd możliwości.

Nie bój się porażki

Porażki trafią się każdemu. Każdy się boi porażki, klęski i uczucia przegranej. Jednak porażkę warto oswoić. Brzmi to kiczowato i kołczowato, ale taka jest prawda. Oswojona porażka nie jest już taka straszna. Porażka to druga strona sukcesu.
W mlekiem, miodem i dolarami płynącej Dolinie Krzemowej mówi się “fail forward”, czyli jak tłumaczy autor książki “porażka i cała naprzód”. Przedsiębiorcom przytrafiają się porażki, ale oni się tym nie przejmują i pracują dalej.

Wszystkie nagłówki są cytatami z książki.

Brak komentarzy

Skomentuj